Sam Norwid, mocno chyba dotknięty bezceremonialnym postępowaniem niedawnej przyjaciółki, musiał się najwidoczniej poskarżyć na nią Olizarowskiemu, ten zaś musiał z kolei przekazać jego skargę Sadowskiej, wynikiem tej łańcuchowej reakcji stał się bowiem, po trzech miesiącach, nowy osobliwy artykuł, zatytułowany List Stanisława Odrowąża pisany do Zbigniewa, datowany przez autora "Solura. 4 czerwca 1877 r."( wydrukowany zaś w "Przeglądzie" z 1 lipca (nr 26). Tajemniczy ów "Odrowąż", pod którym to pseudonimem ukrył się najprawdopodobniej wydawca i naczelny redaktor "Przeglądu" Adam Wiślicki, zaalarmowany może przez samą Sadowską (zaniepokojoną skutkami swojej niedyskrecji), nie tylko w szczególny sposób pochwalił w swoim liście - i to ustami generała B. (Breańskiego?) - Norwidową Rzecz o wolności slovm, ale rozsiał po nim cały szereg aluzji odnoszących się zarówno do Sadowskiej, jak i do mściwego Sarneckiego ("Echo"). Najpierw dostało się adresatce, której lekkomyślny postępek zaszkodził w rezultacie żywotnym interesom poety.
Norwid .